zajec
Komentarze do artykułów: 1621
Chciałem zauważyć, że kapitalistyczny ustrój , który klasa robotnicza uznała za najlepszy dla siebie, cechuje znaczne zróżnicowanie dochodów i występuje drabina społeczna , po której trudno się wspiąć. I tak na samym dole jest tłum biedaków, mieszkańców różnych slumsów, żyjących z łaski pańskiej, wyżej , tłum kiepsko opłacanych pracowników, wyżej budżetówka i wyżej cała śmietanka. Niestety , minął słodki czas komuny , kiedy otrzymywało się świadczenia za frajer. Do siebie trzeba mieć pretensje, że się bumelowało, kombinowało i teraz brakuje początkowego kapitału. Do Ameryki się pojechało, nielegalnie pracowało, a teraz bieda i Kaczyński daj, bo krzywda.
Jedna bomba atomowa I wrócimy znów do Lwowa To, że będziemy świecić nocami kolorem żółto-zielonym, a we Lwowie spotkamy żółto- zielonych Ukraińców, którzy dopiero co wywalili nas za Bug, nikogo nie martwiło.
W roku 1968 , w związku z wydarzeniami w Czechosłowacji, na Morze Czarne wpłynął amerykański okręt zakłócania elektromagnetycznego, który położył tak silny sygnał, że wysyłanie jakichkolwiek meldunków drogą radiową nie było możliwe.
Ciekawe, jakim sposobem mieliśmy bardziej pomagać Żydom, skoro w niektórych miejscowościach stanowili większość społeczeństwa? Za chwilę, u każdej polskiej rodziny siedziałoby w kuchni pięciu Żydów i czekało na obiad. Ukrycie Żyda, to nie zakopanie skrzynki z bronią w stodole. Ciekawe, skąd wzięły się takie wyliczenia wielomilionowe, skoro pół Polski jest na Białorusi i Ukrainie, drugie pół Polski jest poniemieckie. Trzecie pół Polski, to wąski śledź od Gdyni po Tatry. Nasi Żydzi , to w większości biedota bez majątku. Owszem, zostawili jakieś działki, jakieś kamienice zrujnowane wojną, ale gdzie do 300 miliardów?
Lista pokazuje, kto został wyautowany z procesów decyzyjnych na boczny tor miłych kilkuletnich, wysokopłatnych wakacji.
Mój znajomy był w AK . Rodzina bardzo porządna i bogobojna. Syn został księdzem. Znajomy handlował mięsem, co było zakazane. No i zapisał się do tego orma, żeby mieć spokój po wojnie, a tym samym, żeby sobie spokojnie handlował. To jego też upublicznić ?
Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz i walizkę ma spakowaną już
Była porządna knajpa Marysieńka i nigdzie nie trzeba było się błąkać wieczorami. Jeden problem jaki był, to te schodki, czasem trudne do przebycia.
Złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.
Po 45 roku władza radziecka przystąpiła do umacniania swojej władzy i wprowadzania swojego modelu gospodarczego. Wszelkie formy oporu były bezwzględnie niszczone wszelkimi sposobami. Tysiące kilometrów pofrontowych linii kolejowych umożliwiały szybkie przemieszczanie dużych ilości wojska do każdego celu. W krajach pribałtyki: Litwie, Łotwie i Estonii nastąpiły masowe deportacje ludności i nasiedlenia ruskojezyczne. Do dzisiaj ludność nasiedlona Estonii i Łotwy jest uznawana za bezpaństwowców. Masowe deportacje odbywały się też w Polsce i na obecnej Ukrainie, choćby akcja Wisła, przeprowadzona w czasie, gdy UPA została przez Czerwoną Armię już wyduszona. Pół Polski jechało ze wschodu na zachód. W roku 53, młodzi Niemcy z NRD zaczęli się burzyć i za chwilę wysiadali z pociągów na wiecznej zmarzlinie, skąd wracali jeszcze do połowy lat 70tych. Zakładając, że "wyklęci" przegoniliby władzę ludową z limanowszczyzny, jaki byłby scenariusz? Przyjechałaby dywizja NKWD, albo dwie. Wszyscy mieszkańcy po kolei z tobołeczkiem grzecznie do wagonów i odjazd w zamarznięte. Moja matka przeżyła sowieckie deportacje w Stanisławowie- nikt nie podskakiwał, każdy spakowany czekał na swoją kolejkę do pociągu. Z okolic Gorlic i Krynicy deportowano Łemków i Bojków. Jaki problem był wywieźć też Polaków? Może dlatego, że się ugięli i nowe się spodobało? Coż znaczyłoby wywiezienie paru wsi , a ich domy zapełnić Kazachami. Tyle, co nic.
Koło Klukowicz była, może jeszcze jest, szeptunka . Toczyła jajko po ciele pacjenta i zbierała do niego wszystkie choroby. Szeptała przy tym pod nosem jakieś modlitwy i zaklęcia. Magia była bardzo starodawna. Pacjentów całe podwórko. Po zabiegu pacjent zabierał jajo ze sobą, które miał zakopać przy rozstajnych drogach, pod figurą lub na cmentarzu. Wielu sobie chwaliło.
Parę lat temu opisywano wiecznie świeżego kurczaka, który zmieniał postać. Pierwsze był świeży, później wędzony lub smażony. Lub w galarecie. Kończył żywot w pasztecie z drobiu. Ciekawe, czy coś się zmieniło. Aha, jeszcze był świeży po kilkuletnim pobycie , głęboko mrożony jako zapas mobilizacyjny, w chłodni. Od tej formy świeżości powinniśmy chyba zacząć.
Po co sport, skoro nie ma obowiązku wojskowego, a dziewczyna zawsze się jakaś zaczepi.
W tamtych czasach przychodził esbek do Kowalskiego i Kowalski bez czekolady przekazywał mu cały komplet posiadanych informacji na temat, a przy okazji próbował załatwić nielubianego sąsiada. Kowalski wcale nie musiał być "zarejestrowany", nie musiał mieć ani kartoteki ani teczki. Kowalski ulokowany w ważnym punkcie, nigdzie się nie podpisywał: był tylko z esbekiem w luźnym kontakcie słownym i nigdzie nie figuruje. Jasne, że przerabiali tony papieru, ale co to znaczy np. wobec tego, że nadal istnieje zbiór zastrzeżony. Kowalski nie podskakiwał : wiedział, że może stracić pracę, dziecko nie dostanie się do szkoły, nie dostanie przydziału itp. Nie warto było podskakiwać. Tyle lat minęło, uważajcie, aby i Wam nie znaleźli.
I pójdzie dzielny przedszkolak udzielać pomocy, robić masaż serca porażonemu, który akurat ma złamany kręgosłup, w teren nie zabezpieczony, gdzie np wydziela się gaz, albo jest pod prądem. Co do WOT- znakomita scenka jest w filmie Rambo, gdy amerykański WOT zagania Rambo do kopalni. Warte obejrzenia .
Facet zbiera kilkanaście już lat pieniądze dla państwowych szpitali, wyręczając kolejne rządy w obowiązkach. Ludzie dają pieniądze, albo nie dają, słuchają Owsiakowej muzyczki, albo nie. Ani kościołowi , ani rządowi nic do tego, Niebywały jazgot z udziałem świetlistych aniołów i prostych szatanów wskazuje jednak, że kościół uważa Owsiaka za szkodnika , który umniejsza dochody Caritasu.
Za moich czasów szkolnych organizowaliśmy epidemie. Wszyscy uciekali do kościoła. Ksiądz odwraca się od ołtarza, a w kościele tłum uciekinierów. W mojej klasie został tylko jeden {później był wiele lat rektorem szkoły w Krakowie} i profesor historii. Ten spojrzał na przyszłego rektora - a ty co, przyszedłeś tu mnie zarażać, proszę, jeszcze w pierwszej ławce sobie usiadł. I przyszły rektor nawiał chorować.
Nie wiem, jak było u kogoś w domu, ale u nas, w latach 50-60 zimno było jak cholera. Mama wstawała rano i rozpalała w kuchni. W nocy się nie paliło. Śmieci się nie paliło, bo ich nie było. Pranie w mydlinach w balii, to była domowa katastrofa, ale praktycznie było życie bez chemii. Teraz termostat zapewnia 20 plus i nie ma zmiłuj.
Uprałem sobie dzisiaj moją wełnianą zimową czapeczkę, a w wodzie sam węgiel, żaden chemtralis.
Gdybym posłuchał rad życiowych ojca mojego Stanisława , ortodoksyjnego katolika, , przebywającego obecnie, niewątpliwie , miedzy Aniołami Świętymi, zakutego , kanapowego andersowca, to teraz ładnie bym wyglądał u schyłku życia mego , ze starą, gderającą żoną i emeryturą 1200.