Był przetrzymywany i torturowany, jego ciało zakopali w polu. Pięć osób z zarzutami | Sacz.in - sądecki portal informacyjny
limanowa.in
Piątek, 15 grudnia, Nina, Celina, Walerian, Ireneusz
Rejestracja »

Kronika policyjna

2017-10-10 08:50:36

Był przetrzymywany i torturowany, jego ciało zakopali w polu. Pięć osób z zarzutami

Był przetrzymywany i torturowany, jego ciało zakopali w polu. Pięć osób z zarzutami
Pięciu mężczyzn usłyszało zarzuty w związku z pobiciem śmiertelnym młodego mężczyznę, którego zwłoki znaleziono w środę wieczorem w Mostkach, miejscowości leżącej kilka kilometrów od granicy powiatu limanowskiego.
Nowosądecka prokuratura prowadzi śledztwo w związku z ujawnieniem zwłok młodego mężczyzny w miejscowości Mostki (gm. Stary Sącz). Ciało znaleziono w minioną środę w godzinach wieczornych. Prawdopodobnie jest to zaginiony mieszkaniec pobliskich Gołkowic Dolnych, poszukiwany od 25 września. Na stuprocentową identyfikację zwłok pozwolą badania DNA. 
 
Ciało było zakopane w ornym polu, na głębokości niespełna dwóch metrów. Znajdowały się na nim liczne ślady pobicia oraz rany kłute. Według prokuratury, mężczyzna miał być przetrzymywany i torturowany. Choć dokładną przyczynę ustali dopiero sekcja, to śledczy zakładają że mężczyzna zmarł wskutek obrażeń spowodowanych brutalnym pobiciem. 
 
W sprawie zatrzymano pięć osób. Trzem mężczyznom zarzucono bezprawne pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem i pobicia ze skutkiem śmiertelnym oraz zbezczeszczenia zwłok. Kolejny z podejrzanych mężczyzn, który w przeszłości był już skazany za zabójstwo, usłyszał zarzut bezprawnego pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem i zabójstwo ze szczególnym  okrucieństwem. Te cztery osoby, które usłyszały najcięższe zarzuty, trafiły do aresztu, w którym spędzą trzy miesiące. Ostatniemu z zatrzymanych zarzucono nieudzielenie pomocy. Zastosowano wobec niego dozór policyjny, ma też zakaz opuszczania kraju. 
 
W regionalnych mediach można przeczytać anonimowe wypowiedzi mieszkańców Gołkowic Dolnych, mówiących o mężczyznach terroryzujących wieś, którzy mieli przyznawać się do zabójstwa i jednocześnie kpić, że pozostają bezkarni. Gdy policja prowadziła poszukiwania zaginionego 32-latka, mieszkańcy mówili, że jego ciało zakopano nieopodal brzegu Dunajca. 
 
W miejscowości w ostatnich dochodziło do niecodziennych wydarzeń – w rejonie stacji paliw znaleziono zwłoki 47-letniego mężczyzny, który miał spożywać alkohol z awanturnikami, kilka dni później na jednej z ulic zatrzymano innego mężczyznę z przedmiotem przypominającym broń – w mediach można było wyczytać, że był to znajomy zaginionego 32-latka, który prawdopodobnie padł ofiarą zatrzymanych. 
Komentarze 10
Lysy41
Lysy41 2017-10-10 09:07:56
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Dożywocie !!!
plus
2
plus
0
Bialy993
Bialy993 2017-10-10 10:17:19
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Nowy gang Al Capone tym razem z Gołkowic
plus
3
plus
0
stif72
stif72 2017-10-10 10:31:40
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Jakie dożywocie. Szubienica. Po co takiego żywić za nasze pieniądze.
plus
5
plus
0
KILLZONE
KILLZONE 2017-10-10 16:21:02
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Wszyscy wszystko wiedzą a Polska Policja żnie głupa że nic nie wie !
plus
2
plus
0
rulewicz
rulewicz 2017-10-10 17:04:00
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Bo teraz policja, zeby miec mnie pracy i odpowiedzialnosci poprzez ministrow MSWiA zwalila na obywatleli ciezar. W PRL Milicja sama sie interesowala tym co dzieje sie po wsiach miasteczkach dzielmnicach. Dzis policjant mowi ze trzeba zlozyc skarge albo zazalenie albo donos jesli chce sie ukarac winnego. Bez tego nic tego. To bandziory sobie chodza. Gangsterskie czasy po 1989 nastaly. Jesli ktos siedzi na lawce pije alkohol i awanturuje sie, musi sie znalezc taki ktos kto zadzwoni po policje, bo policja wie ze oni tam pija i rozwalaja co sie da ale skoro nikt nie zglasza to chooj. I tak szyby nowe do przystankow kupi miasto za kase podatnikow. Bezpanskie czasy.....oto co sie dzieje w saczu, wszyscy wiedza ale policja ma gdzies bo potrzebuje kogos kto nadstawi glowe i zglosi, sami oczywiscie nic nie moga....https://sadeczanin.info/wiadomosci/nocna-demolka-przy-ul-i-brygady-i-freis lera-zniszczyli-przystanki-autobusowe
plus
3
plus
0
zabawny
zabawny 2017-10-10 20:20:59
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
"Oko za oko ..."
Udowodnić winę, następnie torturami doprowadzić do bram czorta.
plus
0
plus
0
Julek
Julek 2017-10-11 20:14:00
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Państwo PiS, w którym ważniejszym zajęciem dla policji od ochrony zwykłych obywateli jest obstawianie przedstawień teatralnych pod tytułem "Miesięcznica smoleńska"
plus
0
plus
2
Poludnie
Poludnie 2017-10-11 20:17:46
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
W Starym Sączu masz miesięcznice imbecylu.
plus
0
plus
0
mati83
mati83 2017-10-19 18:01:25
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Gang braci Ch. zbudował swoją pozycję na strachu. Wymuszenia haraczy, egzekucje nielojalnych gangsterów, a nawet telefoniczne zlecanie mordów zza więziennego muru sprawiły, że grupa zdominowała organizacje przestępcze na południu Polsk
Ryszard Ch. wprowadzany na salę Sądu Okręgowego w Nowym Sączu 18 lutego. Tego dnia skazano go na dożywocie za dwa zabójstwa. Fot. Edyta Zając Prowincjonalna ośmiornica Mimo że od ostatnich zbrodni przypisywanych gangowi minęło osiem lat, a jego przywódcy odsiadują kary dożywotniego pozbawienia wolności, w rodzinnym Gaboniu na Sądecczyźnie pytanie o Władysława i Ryszarda Ch. skutecznie ucina każdą rozmowę. Lepiej nie kusić losu

42-letni dziś Władysław Ch. o pseudonimie Al Capone dochodził do władzy metodą małych kroczków. W połowie lat 90. ten na pozór spokojny ogrodnik z wykształcenia, prowadził z młodszym o trzy lata bratem Ryszardem sklep. Z czasem z dymem pożarów wzniecanych przez bandytów, zniknęły z lokalnego rynku kolejne sklepy gwarantując rodzinnemu interesowi niemal pozycję monopolisty. Rosły dochody braci, bo nie ograniczały się do wpływów ze sprzedaży bułek i mleka. Wspólnie z grupą 10 najbardziej zaufanych kolegów zajął się handlem narkotykami i alkoholem - bez akcyzy. Dobrze szło im także wymuszanie haraczy od właścicieli sklepów i restauracji. Wzięli na celownik salony masażu i agencje towarzyskie, rozszerzając teren działania m.in. na Podhale. Władysław Ch. wynajmował gangsterów z Lubelszczyzny, którzy wpadali do lokalu, zabierając się za demolowanie wnętrza i bicie właściciela. Potem na miejscu zjawiał się Capone z propozycją ochrony. Jeśli ktoś się opierał, czekało go łamanie kości lub obcinanie uszu. Pozwolenie na skok

Gdy psychoza strachu zaczęła przynosić zyski, przestępcy poszerzyli zakres swoich działań. Rósł też w siłę ich gang. Pomniejsi złodzieje z byłych województw nowosądeckiego i tarnowskiego musieli prosić Władysława Ch. o coś w rodzaju pozwolenia na pracę. Bywało, że wskazywał punkt, który warto złupić, jeśli dochodził do wniosku, że skok będzie bardziej opłacalny. Pobierał za to pokaźny procent od łupów. Dobra passa skończyła się w 1998 r. w Starym Sączu. Samochód Władysława Ch. otoczyli antyterroryści. Wywlekli gangstera z auta, powalili na asfalt i skuli. Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał go za wymuszenia na osiem lat więzienia. Capone nie zamierzał jednak zejść z drogi przestępstwa. Kilka miesięcy po wyroku zlecił zza krat zabójstwo gangstera, który ośmielił się działać bez jego zgody. Władysławowi Ch. do celi dostarczył telefon strażnik więzienny. Za tę przysługę miał dostać dwa tysiące złotych. Tyle kosztowała głowa Leszka J. o pseudonimie Lechman, który został zastrzelony przed klatką schodową swojego bloku w dzielnicy Nowego Sącza o nazwie... Piekło. Wystarczyła kula wystrzelona z walthera kalibru 9 mm, by w świat popłynął jasny komunikat - wprawdzie siedzę w więzieniu, ale wciąż kontroluję sytuację. Był 27 maja 1999 r. Niedługo potem Sądecczyzną wstrząsnęły informacje o ciałach wykopywanych w okolicznych lasach. Od października do grudnia 2000 r. znajdowano tam zwłoki ofiar gangu zabitych z broni palnej. Bywało, że miały odcięte kończyny. Trzeba było użyć siekier, gdy ciało nie mieściło się w dole. I tak w 1996 r. za niesubordynację śmiercią zapłacił Piotr G. Gdy stwierdził, że nie chce już napadać i woli uruchomić legalną działalność, koledzy z gangu, pod pretekstem wykonania ostatniego skoku, zabrali go do lasu. Tam zmasakrowali kijem bejsbolowym, skuli kajdankami i nieprzytomnego, ze złamaną podstawą czaszki, wrzucili do Dunajca. Od kul gangsterów zginął Grzegorz C. kierujący kielecko-tarnowskim gangiem, który podjął walkę o strefy wpływów na południu. Z tego samego powodu zastrzelono jego wspólnika, Ryszarda G. Miłość nie znosi konkurencji

Jednym z zabójców dbających o interesy gangu był Ryszard Ch. Jego ofiarą miał być m.in. 23-letni barman Tomasz M. zaangażowany w handel kradzionym alkoholem. Mężczyzna był winien gangsterom niecałe dwa tysiące złotych. W sierpniu 1999 r. zabrali go w pobliże osady romskiej w Maszkowicach koło Łącka, gdzie zginął od strzałów w głowę i klatkę piersiową. W głowę strzelił mu Ryszard Ch. On miał być też zabójcą Andrzeja K., handlarza alkoholem z Tarnowa. Bandyci wtargnęli do jego mieszkania, poderżnęli mu gardło i dobili strzałem w głowę. Skradli tysiąc złotych i biżuterię o wartości 11 tysięcy. Nie zawsze przyczyną morderstw była chęć wyeliminowania konkurencji lub zdobycia pieniędzy. Jeden z gangsterów gabońskiej grupy zginął z powodu kobiety. Chodzi o Bogusława P., sądeckiego kasiarza rozpruwającego sejfy biznesmenów. Raz nie dopisało mu szczęście i trafił do więzienia. Tego samego, w którym odsiadywał karę Capone. Kasiarza regularnie odwiedzała konkubina Izabela K. Nie mógł się wtedy spodziewać, że te odwiedziny będą początkiem jego końca. Do brata przychodził bowiem przebywający na wolności Ryszard Ch., który zakochał się w Izabeli. Wkrótce z sobą zamieszkali i było oczywiste, że wyjście z więzienia jej byłego partnera nie będzie mogło przekreślić ich szczęścia. Kasiarza zamordowano w maju 1997 r.
plus
0
plus
0
mati83
mati83 2017-10-19 18:11:13
Komentarz otrzymał wiele negatywnych ocen i został ukryty. Kliknij jeśli chcesz go zobaczyc.
Jednym z zabójców dbających o interesy gangu był Ryszard Ch. Jego ofiarą miał być m.in. 23-letni barman Tomasz M. zaangażowany w handel kradzionym alkoholem. Mężczyzna był winien gangsterom niecałe dwa tysiące złotych. W sierpniu 1999 r. zabrali go w pobliże osady romskiej w Maszkowicach koło Łącka, gdzie zginął od strzałów w głowę i klatkę piersiową. W głowę strzelił mu Ryszard Ch. On miał być też zabójcą Andrzeja K., handlarza alkoholem z Tarnowa. Bandyci wtargnęli do jego mieszkania, poderżnęli mu gardło i dobili strzałem w głowę. Skradli tysiąc złotych i biżuterię o wartości 11 tysięcy. Nie zawsze przyczyną morderstw była chęć wyeliminowania konkurencji lub zdobycia pieniędzy. Jeden z gangsterów gabońskiej grupy zginął z powodu kobiety. Chodzi o Bogusława P., sądeckiego kasiarza rozpruwającego sejfy biznesmenów. Raz nie dopisało mu szczęście i trafił do więzienia. Tego samego, w którym odsiadywał karę Capone. Kasiarza regularnie odwiedzała konkubina Izabela K. Nie mógł się wtedy spodziewać, że te odwiedziny będą początkiem jego końca. Do brata przychodził bowiem przebywający na wolności Ryszard Ch., który zakochał się w Izabeli. Wkrótce z sobą zamieszkali i było oczywiste, że wyjście z więzienia jej byłego partnera nie będzie mogło przekreślić ich szczęścia. Kasiarza zamordowano w maju 1997 r. Wkrótce potem strzałem w tył głowy zlikwidowano jego wspólnika w przestępstwie, wspomnianego już Leszka J. o ksywie Lechman. Gdy o działaniach grupy z Gabonia zrobiło się głośno, porównywano ją do mafii pruszkowskiej i wołomińskiej. Dochodziło do nich w poniedziałki, a więc po niedzielnych mszach, gdy spodziewali się największych wpływów z tacy. Pierwsza w kolejności była starosądecka, do której zamaskowani gangsterzy wtargnęli w nocy z 4 na 5 lutego 2000 r. Następne były plebanie w Zabrzeży, Trzetrzewinie, Muszynie i Przydonicy. Scenariusz był prosty - bandyci wpadali do budynku, wyciągali z łóżek księży, bili ich i krępowali, po czym żądali pieniędzy. Zabierali gotówkę i kosztowności, pożyczali też "do krótkotrwałego użycia" samochody należące do kapłanów. Różna była wartość zrabowanych łupów. W Starym Sączu w samej gotówce łącznie 35 tysięcy, ale w Przydonicy już tylko niecałe 2,5 tysiąca zł. Gdy gangsterom zaczęło deptać po piętach CBŚ, Ryszard Ch. i Sebastian W. uciekli do USA, posługując się fałszywymi paszportami. Zakotwiczyli w Nowym Jorku i zatrudnili się w polonijnej firmie budowlanej na Brooklynie. Za gangsterami rozesłano międzynarodowe listy gończe, a CBŚ założyło podsłuchy ich znajomym, licząc, że będą próbowali się z nimi kontaktować. Nie pomyliło się, bo Ryszard Ch. zadzwonił w końcu do swojej konkubiny Izabeli K. Niedługo potem obu uciekinierów zatrzymało FBI. Gdy sześciu agentów weszło do mieszkania, w którym przebywali poszukiwani, nie stawiali oporu. Byli zupełnie zaskoczeni. Wrócili do kraju we wrześniu 2001 r. Na Ryszardzie Ch. Wchodzili tam w pomarańczowych kombinezonach dla szczególnie niebezpiecznych przestępców, z rękami i nogami skutymi łańcuchami. W listopadzie 2003 r. pięciu zabójców, w tym bracia Ch., zostało skazanych na kary dożywotniego pozbawienia wolności. W wyroku zawarto klauzulę, w myśl której przywódcy gangu o warunkowe wcześniejsze zwolnienie będą mogli ubiegać się po 40 latach. Dwa lata później usłyszeli wyroki dożywocia za kolejne udowodnione im morderstwa. Dlatego jesienią ubiegłego roku sprawa Ryszarda Ch. Odmiennego zdania był przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Bogdan Kijak. Odczytując 18 lutego sentencję wyroku nie miał wątpliwości, że Ryszard Ch. jest winny wszystkich zarzucanych mu czynów i zasługuje na najsurowszy wymiar kary. Sędzia aż trzynaście razy powtarzał słowo "winny". Dotyczyło to m.in. zabójstwa barmana Tomasza M. i tarnowskiego handlarza alkoholem Andrzeja K. (za oba zabójstwa skazał Ryszarda Ch. na dożywocie), rozboju na właścicielu kantoru w Krakowie, któremu skradziono 130 tys. zł oraz napadów na plebanie. Za te ostatnie przestępstwa wymierzył sprawcy kary od 7 do 9 lat więzienia. Wyrok jest nieprawomocny, a obrońca Ryszarda Ch. zapowiedział już, że się od niego odwoła. Nie zmieni to znacząco sytuacji oskarżonego, który ma orzeczone wcześniej już prawomocne wyroki dożywotniego więzienia. Jeśli bracia Ch. w ogóle wyjdą na wolność, to wrócą do domu jako starzy ludzie. Świat będzie wyglądał inaczej i prawdopodobnie nie spotkają już większości swoich byłych kompanów, z którymi budowali podszyte grozą przestępcze imperium.
plus
0
plus
0
Dodaj komentarz
2017-12-15 dzisiaj
2017-12-14 wczoraj
2017-12-13 przedwczoraj